miejsce wymiany poglądów uczestników projektu "Rozwój dialogu przez sztukę: zaglądamy pod maskę Melpomeny" i "Rozwój dialogu przez sztukę: zaglądamy pod maskę Melpomeny (II edycja)"
piątek, 13 kwietnia 2012
Filharmonia Śląska w Katowicach
W czasie przedostatniego wyjazdu wysłuchaliśmy koncertu w Filharmonii Śląskiej w Katowicach.
Wyjazd był nudny i nieciekawy. Na początku musieliśmy dużo czekać. Po czym znowu czekała nas chwila czekania. Koncert był nudny i pani co chwilę przerywała. Nawet jazda autobusem była lepsza od koncertu. Ogolnie mówiąc spektakl był nudny. Trololol i Bumcfksz
W dniu 12 kwietnia 2012 roku odbył się wyjazd do Filharmonii Śląskiej w Katowicach. Jest to wyjazd, który w nie przypadł mi do gustu, ponieważ od filharmonii wolę teatr i przedstawienia teatralne, bądź musicale. Koncert trwał na szczęście tylko godzinę. Pod koniec jego trwania artyści zaśpiewali piosenkę z „Króla Lwa”. Przez okrągłą godzinę towarzyszyły nam głosy dzieci siedzących za nami i śpiewających razem w artystami.
Wyjazd do filharmonii zaliczam do udanych, mogę nawet powiedzieć, że podobał mi się najbardziej spośród wszystkich wyjazdów, które do tej pory się odbyły. Może dlatego że uwielbiam słuchać chóru, a może dlatego że bardzo lubię grę fortepianu. Myślę, że połączenie tych obu sprawiło, że na pewno wrócę jeszcze do filharmonii.
Dnia 12 kwietnia odbyła się wycieczka do Filharmonii Śląskiej w Katowicach. Była to najnudniejsza z dotąd odbytych wycieczek, ponieważ nie było żadnych atrakcji. pogoda nie była za ciekawa, chór nie śpiewał za ciekawie i muzyka była trochę żenująca a na dodatek za nami siedziały dzieci które ciągle lamentowały. Mam nadzieję że kolejny wyjazd będzie bardziej ciekawszy!
dnia 12.04 wyjechaliśmy do filcharmoni śląskiej w celu wysłuchania psełdo ciekawego przedstawienia huru .przedstawienie nie było ciekawe , ale nudne. podczas przedstawienia patrzałem jak inni też usypiali i to mnie rozbawiało. Podczas wystempu było zaśpiewane fragmenty z króla lwa które lepiej brzmią w filmie. Jak panie podsumowując wyjazd zaliczam do nieudanych i tylko żałuje że nie pojechaliśmy na coś bardziej ambitnego.
Wyjazd do filharmonii w Katowicach był monotonny oraz mało ciekawy , sam koncert był średni . Jazda autobusem była ciekawsza od spektaklu. Pani która mówiła między występami , zanudzała. Sala w której przebywaliśmy była okropna , tak jak cały budynek który się sypał. Myślę że gdybyśmy w ogóle nie pojechali na wycieczkę , zrobilibyśmy lepiej. Wyjazd zaliczam do najgorszego , wszyscy byli znudzeni i czekali aż wyjedziemy z Filharmonii.
W filharmonii byłam po raz pierwszy, jak z resztą większość naszej grupy i jestem zadowolona z tego wyjazdu. Bardzo zaskoczył mnie repertuar chóru, który wykonywał słynne piosenki musicalowe. Najbardziej niespodziewanym utworem był dla mnie "Hakuna Matata", który wprawił całą widownię w radosny nastrój. Zachwyciła mnie gra zarówno pana przy fortepianie jak i pana z saksofonem. Jednak najbardziej podziwiałam specyficzne ruchy dyrygenta. Trochę przeszkadzało mi zachowanie siedzących za mną osób, ale starałam się nie zwracać na to szczególnej uwagi.
12.04.2012r. – dzień, w którym udaliśmy się do Filharmonii Śląskiej w Katowicach. Byłam bardzo ciekawa co takiego, tym razem doświadczymy.
Gdy przyjechaliśmy na miejsce musieliśmy czekać godzinę, bo koncert zaczynał się o 17.00. Czas ten wykorzystaliśmy na miłe pogawędki. O godzinie 17.00, wszyscy zgromadzeni w filharmonii podążali w kierunku sali, gdzie miał odbyć się koncert chóru. Osobami uczestniczącymi były zarówno dzieci, jak i dorosłe osoby, nie zabrakło również młodzieży, do której i my się zaliczamy. Koncert stosunkowo nie trwał długo, bo niecałą godzinę.
Czy mi się podobało? Muszę stwierdzić, że nie, gdyż moje oczekiwania były zupełnie inne od tych, które mnie spotkały. Co więcej dzieci siedzące za nami, nie ukrywam, przeszkadzały mi w skupieniu się. Przyznam, że nie było w filharmonii nic godnego mojej uwagi. Choć z drugiej strony wyjazd ten był nieco lepszy, od jednego z pierwszych, w którym zwiedzaliśmy teatr od kulis.
Mam nadzieję, iż ostatni wyjazd, będzie bardziej ciekawy od tego, który ostatnio odbyliśmy, dlatego też czekam na niego z niecierpliwością.
Muszę przyznać, że po ostatnim wyjeździe do Filharmonii Śląskiej w Katowicach jestem zawiedziony. Nie jestem wielkim zwolennikiem muzyki, więc może to być dosyć subiektywna ocena, ale słysząc komentarze rówieśników, stwierdzam, że nie jestem odosobniony.
Filharmonia aktualnie mieści się w Hali Widowiskowej. Jest to budynek zastępczy, ponieważ właściwe miejsce jest w trakcie remontu. Już sam widok zaniedbanej i, bądźmy szczerzy, brzydkiej hali odstrasza. Może nie będę wspominał o warunkach jakie panują w tamtejszych toaletach... Ale omińmy techniczną stronę i przejdźmy do sedna sprawy, czyli samego koncertu. Był to koncert chóru filharmonii bez orkiestry, na którym zostały odśpiewane wielkie przeboju ze słynnych musicali. Chór wyglądał ładnie. Wszyscy ubrani w jednakowe stroje, dzięki czemu słuchacz mógł skupić się na przekazie, a nie na wyglądzie. Jednakże przekaz ten, przynajmniej w moim odczuciu, był bardzo słaby. Śpiewacy śpiewali, dyrygent dyrygował, a my słuchaliśmy. I tak przez całą, dłużącą się godzinę... Można wręcz powiedzieć, że była to godzina nudów.
Reasumując, filharmonia to miejsce nie dla mnie. Nie jestem aż takim fanem muzyki, aby przez godzinę słuchać śpiewu czy gry instrumentów. O wiele ciekawszym zajęciem jest pójście na spektakl do teatru. :)
Dnia 12.04.2012r odbył się wyjazd do Filharmonii Śląskiej w Katowicach, w której byłam pierwszy raz. Dlatego czekałam z niecierpliwością na wyjazd do tego miejsca.
Gdy dojechaliśmy rozczarował mnie budynek, gdyż nie tak go sobie wyobrażałam. Jednak wchodząc do środka zauważyłam napis. Okazało się, że jest to budynek tymczasowy. Czekając na koncert chóru, mogliśmy zaobserwować wizualizację nowej filharmonii.
Gdy weszliśmy na salę koncertową, okazało się że jest bardzo duża. Usiedliśmy na swoich miejscach i po pewnym czasie na scenę wszedł bardzo liczebny Chór Filharmonii Śląskiej, który powitał nas bardzo muzycznie.
Podczas tego wydarzenia można było usłyszeć utwory m.in. Eltona Johna, Johna Lennona czy Leonarda Bernsteina. Pojawiły się również musicale Andrew Lloyda Webbera.
Cały koncert, który bardzo mi się podobał trwał stanowczo krótko. Jednak pewna pani, która opisywała utwory wykonywane przez chór bardzo zanudzała publiczność, szczególnie dzieci siedzące za nami na widowni.
Mimo tego wyjazd uważam za udany i bardzo chciałabym jeszcze kiedyś go powtórzyć, mam nadzieję, że uda mi się wybrać na koncert do nowego budynku Filharmonii Śląskiej.
W dniu 12.04.2012r. odwiedziliśmy Filharmonie Śląską w Katowicach, a właściwie jej budynek zastępczy. Nigdy wcześniej nie byłam w takim miejscu, więc czekałam na ten wyjazd z podekscytowaniem. Jadąc tam spodziewałam się zupełnie czegoś innego, niż w gruncie rzeczy zastałam. Myślałam że w filharmonii można słuchać tylko muzyki, jednak okazało się że można usłyszeć tam także chór.
Zawiodłam się na tym wyjeździe, ponieważ obecność chóru wpłynęła negatywnie na koncert. Sama gra na fortepianie i saksofonie bardzo mi się podobała i chciałabym posłuchać jeszcze raz samych instrumentów. Między występami pojawiała się kobieta, która opisywała wykonywane utwory oraz zapowiadała następne i przyznam szczerze że bardzo mnie nudziła. Całe widowisko trwało dosyć krótko, bo tylko godzinę.
Jestem w miarę zadowolona z naszego wyjazdu. Chciałabym jeszcze raz wybrać się do filharmonii, lecz tym razem na inny występ. Satysfakcjonowałaby mnie sama gra instrumentów bez obecności chóru.
Wyjazd do filharmonii zaliczam do jednego z najgorszych. Na początku wydawało mi się, że będzie to świetny wyjazd z odpoczynkiem przy pięknej muzyce... Myślę, że bardziej się pomylić nie mogłam. Być może i muzyka nie była taka zła, ale kompletnie nie trzymała mnie w jakimś zachwycie, myślami odpływałam daleko poza tę salę i niechętnie na nią wracałam. Cóż, według mnie chór nie potrafił zainteresować widza, interpretacja utworów nie była też porywająca. Sądzę, że określenie wyjazdu nudnym nie będzie wyolbrzymieniem moich odczuć.
Przykro mi to pisać, bo zdaję sobie sprawę, jak ten chór musiał przygotowywać się do tego występu, jednak uważam, że nie podołał najważniejszemu zadaniu - nie sprawił, że uniosłam się w obłoki myśląc tylko o pięknej muzyce. Tak naprawdę w duchu prosiłam czas, by płynął szybciej i żeby ta męczarnia się już skończyła. Zraziłam się do filharmonii i nie wyobrażam sobie, żebym jeszcze kiedykolwiek pojechała tam z własnej woli.
Wyjazd był nudny i nieciekawy. Na początku musieliśmy dużo czekać. Po czym znowu czekała nas chwila czekania. Koncert był nudny i pani co chwilę przerywała.
OdpowiedzUsuńNawet jazda autobusem była lepsza od koncertu. Ogolnie mówiąc spektakl był nudny.
Trololol i Bumcfksz
W dniu 12 kwietnia 2012 roku odbył się wyjazd do Filharmonii Śląskiej w Katowicach. Jest to wyjazd, który w nie przypadł mi do gustu, ponieważ od filharmonii wolę teatr i przedstawienia teatralne, bądź musicale. Koncert trwał na szczęście tylko godzinę. Pod koniec jego trwania artyści zaśpiewali piosenkę z „Króla Lwa”. Przez okrągłą godzinę towarzyszyły nam głosy dzieci siedzących za nami i śpiewających razem w artystami.
OdpowiedzUsuńWyjazd do filharmonii zaliczam do udanych, mogę nawet powiedzieć, że podobał mi się najbardziej spośród wszystkich wyjazdów, które do tej pory się odbyły. Może dlatego że uwielbiam słuchać chóru, a może dlatego że bardzo lubię grę fortepianu. Myślę, że połączenie tych obu sprawiło, że na pewno wrócę jeszcze do filharmonii.
OdpowiedzUsuńDnia 12 kwietnia odbyła się wycieczka do Filharmonii Śląskiej w
OdpowiedzUsuńKatowicach. Była to najnudniejsza z dotąd odbytych wycieczek, ponieważ
nie było żadnych atrakcji. pogoda nie była za ciekawa, chór nie
śpiewał za ciekawie i muzyka była trochę żenująca a na dodatek za
nami siedziały dzieci które ciągle lamentowały. Mam nadzieję że
kolejny wyjazd będzie bardziej ciekawszy!
dnia 12.04 wyjechaliśmy do filcharmoni śląskiej w celu wysłuchania psełdo ciekawego przedstawienia huru .przedstawienie nie było ciekawe , ale nudne. podczas przedstawienia patrzałem jak inni też usypiali i to mnie rozbawiało. Podczas wystempu było zaśpiewane fragmenty z króla lwa które lepiej brzmią w filmie. Jak panie podsumowując wyjazd zaliczam do nieudanych i tylko żałuje że nie pojechaliśmy na coś bardziej ambitnego.
OdpowiedzUsuńWyjazd do filharmonii w Katowicach był monotonny oraz mało ciekawy , sam koncert był średni . Jazda autobusem była ciekawsza od spektaklu. Pani która mówiła między występami , zanudzała. Sala w której przebywaliśmy była okropna , tak jak cały budynek który się sypał. Myślę że gdybyśmy w ogóle nie pojechali na wycieczkę , zrobilibyśmy lepiej. Wyjazd zaliczam do najgorszego , wszyscy byli znudzeni i czekali aż wyjedziemy z Filharmonii.
OdpowiedzUsuńW filharmonii byłam po raz pierwszy, jak z resztą większość naszej grupy i jestem zadowolona z tego wyjazdu. Bardzo zaskoczył mnie repertuar chóru, który wykonywał słynne piosenki musicalowe. Najbardziej niespodziewanym utworem był dla mnie "Hakuna Matata", który wprawił całą widownię w radosny nastrój. Zachwyciła mnie gra zarówno pana przy fortepianie jak i pana z saksofonem. Jednak najbardziej podziwiałam specyficzne ruchy dyrygenta. Trochę przeszkadzało mi zachowanie siedzących za mną osób, ale starałam się nie zwracać na to szczególnej uwagi.
OdpowiedzUsuńw dniu 12 kwietnia 2012 roku odbyła się wycieczka do Filharmonii Śląskiej.Wyjazd moim zdaniem zalicza się do najnudniejszych.
OdpowiedzUsuń12.04.2012r. – dzień, w którym udaliśmy się do Filharmonii Śląskiej w Katowicach. Byłam bardzo ciekawa co takiego, tym razem doświadczymy.
OdpowiedzUsuńGdy przyjechaliśmy na miejsce musieliśmy czekać godzinę, bo koncert zaczynał się o 17.00. Czas ten wykorzystaliśmy na miłe pogawędki. O godzinie 17.00, wszyscy zgromadzeni w filharmonii podążali w kierunku sali, gdzie miał odbyć się koncert chóru. Osobami uczestniczącymi były zarówno dzieci, jak i dorosłe osoby, nie zabrakło również młodzieży, do której i my się zaliczamy. Koncert stosunkowo nie trwał długo, bo niecałą godzinę.
Czy mi się podobało? Muszę stwierdzić, że nie, gdyż moje oczekiwania były zupełnie inne od tych, które mnie spotkały. Co więcej dzieci siedzące za nami, nie ukrywam, przeszkadzały mi w skupieniu się. Przyznam, że nie było w filharmonii nic godnego mojej uwagi. Choć z drugiej strony wyjazd ten był nieco lepszy, od jednego z pierwszych, w którym zwiedzaliśmy teatr od kulis.
Mam nadzieję, iż ostatni wyjazd, będzie bardziej ciekawy od tego, który ostatnio odbyliśmy, dlatego też czekam na niego z niecierpliwością.
Muszę przyznać, że po ostatnim wyjeździe do Filharmonii Śląskiej w Katowicach jestem zawiedziony. Nie jestem wielkim zwolennikiem muzyki, więc może to być dosyć subiektywna ocena, ale słysząc komentarze rówieśników, stwierdzam, że nie jestem odosobniony.
OdpowiedzUsuńFilharmonia aktualnie mieści się w Hali Widowiskowej. Jest to budynek zastępczy, ponieważ właściwe miejsce jest w trakcie remontu. Już sam widok zaniedbanej i, bądźmy szczerzy, brzydkiej hali odstrasza. Może nie będę wspominał o warunkach jakie panują w tamtejszych toaletach... Ale omińmy techniczną stronę i przejdźmy do sedna sprawy, czyli samego koncertu. Był to koncert chóru filharmonii bez orkiestry, na którym zostały odśpiewane wielkie przeboju ze słynnych musicali. Chór wyglądał ładnie. Wszyscy ubrani w jednakowe stroje, dzięki czemu słuchacz mógł skupić się na przekazie, a nie na wyglądzie. Jednakże przekaz ten, przynajmniej w moim odczuciu, był bardzo słaby. Śpiewacy śpiewali, dyrygent dyrygował, a my słuchaliśmy. I tak przez całą, dłużącą się godzinę... Można wręcz powiedzieć, że była to godzina nudów.
Reasumując, filharmonia to miejsce nie dla mnie. Nie jestem aż takim fanem muzyki, aby przez godzinę słuchać śpiewu czy gry instrumentów. O wiele ciekawszym zajęciem jest pójście na spektakl do teatru. :)
Dnia 12.04.2012r odbył się wyjazd do Filharmonii Śląskiej w Katowicach, w której byłam pierwszy raz. Dlatego czekałam z niecierpliwością na wyjazd do tego miejsca.
OdpowiedzUsuńGdy dojechaliśmy rozczarował mnie budynek, gdyż nie tak go sobie wyobrażałam. Jednak wchodząc do środka zauważyłam napis. Okazało się, że jest to budynek tymczasowy. Czekając na koncert chóru, mogliśmy zaobserwować wizualizację nowej filharmonii.
Gdy weszliśmy na salę koncertową, okazało się że jest bardzo duża. Usiedliśmy na swoich miejscach i po pewnym czasie na scenę wszedł bardzo liczebny Chór Filharmonii Śląskiej, który powitał nas bardzo muzycznie.
Podczas tego wydarzenia można było usłyszeć utwory m.in. Eltona Johna, Johna Lennona czy Leonarda Bernsteina. Pojawiły się również musicale Andrew Lloyda Webbera.
Cały koncert, który bardzo mi się podobał trwał stanowczo krótko. Jednak pewna pani, która opisywała utwory wykonywane przez chór bardzo zanudzała publiczność, szczególnie dzieci siedzące za nami na widowni.
Mimo tego wyjazd uważam za udany i bardzo chciałabym jeszcze kiedyś go powtórzyć, mam nadzieję, że uda mi się wybrać na koncert do nowego budynku Filharmonii Śląskiej.
W dniu 12.04.2012r. odwiedziliśmy Filharmonie Śląską w Katowicach, a właściwie jej budynek zastępczy. Nigdy wcześniej nie byłam w takim miejscu, więc czekałam na ten wyjazd z podekscytowaniem. Jadąc tam spodziewałam się zupełnie czegoś innego, niż w gruncie rzeczy zastałam. Myślałam że w filharmonii można słuchać tylko muzyki, jednak okazało się że można usłyszeć tam także chór.
OdpowiedzUsuńZawiodłam się na tym wyjeździe, ponieważ obecność chóru wpłynęła negatywnie na koncert. Sama gra na fortepianie i saksofonie bardzo mi się podobała i chciałabym posłuchać jeszcze raz samych instrumentów. Między występami pojawiała się kobieta, która opisywała wykonywane utwory oraz zapowiadała następne i przyznam szczerze że bardzo mnie nudziła. Całe widowisko trwało dosyć krótko, bo tylko godzinę.
Jestem w miarę zadowolona z naszego wyjazdu. Chciałabym jeszcze raz wybrać się do filharmonii, lecz tym razem na inny występ. Satysfakcjonowałaby mnie sama gra instrumentów bez obecności chóru.
Wyjazd do filharmonii zaliczam do jednego z najgorszych.
OdpowiedzUsuńNa początku wydawało mi się, że będzie to świetny wyjazd z odpoczynkiem przy pięknej muzyce... Myślę, że bardziej się pomylić nie mogłam. Być może i muzyka nie była taka zła, ale kompletnie nie trzymała mnie w jakimś zachwycie, myślami odpływałam daleko poza tę salę i niechętnie na nią wracałam. Cóż, według mnie chór nie potrafił zainteresować widza, interpretacja utworów nie była też porywająca. Sądzę, że określenie wyjazdu nudnym nie będzie wyolbrzymieniem moich odczuć.
Przykro mi to pisać, bo zdaję sobie sprawę, jak ten chór musiał przygotowywać się do tego występu, jednak uważam, że nie podołał najważniejszemu zadaniu - nie sprawił, że uniosłam się w obłoki myśląc tylko o pięknej muzyce. Tak naprawdę w duchu prosiłam czas, by płynął szybciej i żeby ta męczarnia się już skończyła. Zraziłam się do filharmonii i nie wyobrażam sobie, żebym jeszcze kiedykolwiek pojechała tam z własnej woli.