miejsce wymiany poglądów uczestników projektu "Rozwój dialogu przez sztukę: zaglądamy pod maskę Melpomeny" i "Rozwój dialogu przez sztukę: zaglądamy pod maskę Melpomeny (II edycja)"
środa, 14 grudnia 2011
Śląski Teatr Lalki i Aktora Ateneum w Katowicach
11 grudnia uczestnicy projektu obejrzeli spektakl "Pocztówka z Meksyku" w Śląskim Teatrze Lalki i Aktora Ateneum w Katowicach, opowiadający o losach meksykańskiej rodziny, która musi emigrować do Chicago. W przedstawieniu grali aktorzy i lalki.
11 grudnia pojechaliśmy do Śląskiego Teatru Lalki i aktora Ateneum w Katowicach na spektakl pt.Pocztówka z Meksyku. Zbiórka była o 8:15 z pod szkoły. Gdy dotarliśmy do Teatru weszliśmy do środka i w tedy zobaczyłem jedną małą salę do której po chwili czekania weszliśmy.W sali czekaliśmy jeszcze chwilę,potem zaczęło się przedstawienie,które w ogóle mnie nie zaciekawiło.Opowiadało o biednej meksykańskiej rodzinie,która z wioski w meksyku przenosi się do Chicago w poszukiwaniu chleba.Główną bohaterką jest mała dziewczynka o imieniu Tina,która póżniej w Chicago pracuje w małym sklepie z ubraniami.Rodzina ta podczas swojej wędrówki do Chicago spotyka swoich nieżyjących przodków.Cała ta historia nie podobała mi się, ponieważ moim zdaniem była przeznaczona dla młodszych dzieci.
11 grudnia bieżącego roku, braliśmy udział w trzecim wyjeździe organizowanym w ramach projektu „Rozwój dialogu poprzez sztukę: zaglądamy pod maskę Melpomeny”. Miejscem, do którego pojechaliśmy był Teatr Lalki i Aktora Ateneum w Katowicach.
Wszyscy z niecierpliwością czekali na przedstawienie, gdyż byli bardzo ciekawi, co tym razem zobaczą. Spektakl pt. „Pocztówka z Meksyku” bardzo mnie zaciekawił. Bohaterami widowiska byli zarówno ludzie, jak i lalki. Opowiadał on o małej dziewczynce – Tinie, która wraz z całą rodziną, zmuszona była do przeniesienia się, z ubogiej meksykańskiej wioski, do Chicago. Bohaterka sztuki, czyli Tina podczas swojej podróży wraz z rodziną odkrywała, poprzez kontakt z bliskimi zmarłymi – swoją tożsamość. Młoda bohaterka w czasie swojej podróży, zmagała się z różnymi spotkanymi przez siebie problemami, jednak mimo wszystko dawała sobie z nimi radę. Widowisko zawierało dużo przesłań dotyczących m.in. tradycji, kultury. Fabuła spektaklu była podzielona na 4 części, tak zwane – światy. Świat żywych w Meksyku, zmarłych, świat żywych w USA oraz świat ciemności. Przedstawienie zamierało zarówno momenty komiczne, jak i wzbudzające lekkie przerażenie u widzów. Przedstawienie było urozmaicone w bogate elementy dekoracyjne. Warto również wspomnieć o oprawie muzycznej, która w mojej opinii nie budziła najmniejszych zastrzeżeń. „Pocztówka z Meksyku” w pełni oddawała klimat prawdziwej meksykańskiej wioski. Jeśli chodzi o puentę spektaklu, to ukazywała ona, jak wcześniej wspomniałam poczucie jedności oraz tożsamości ze swoim przodkami.
Wyjazd na spektakl, który w moim przekonaniu był skierowany do młodszego grona publiczności – podobał mi się. Z niecierpliwością czekam na następny. :)
Trzeci nasz wyjazd związany z "Melpomeną" odbył się 11 grudnia 2011 roku. Tym razem udaliśmy się do Teatru Lalki i Aktora Ateneum w Katowicach (tak na marginesie-dalej nie wiem, kto to jest aktor ateneum, ale mniejsza z tym :P).
Jadąc autokarem dowiedziałem się dopiero na jaki spektakl się wybieramy. "Pocztówka z Meksyku", którą oglądaliśmy, wzbudziła we mnie mieszane odczucia. Nie potrafię być obiektywny w ocenie tego spektaklu, ponieważ jestem dużym fanem teatru i cokolwiek jest z nim związane mi się podoba. Jednak odnośnie tego przedstawienia mam pewne zastrzeżenia.
Na początku muszę stwierdzić, że nie do końca zrozumiałem jakie przesłanie niesie za sobą sztuka. No bo fabuła - ok. Były dwie warstwy, zjaw, czyli ludzi umarłych i duchów oraz ludzi żyjących na ziemi. Tina-główna bohaterka żyjąca na ziemi zmuszona była do emigracji z rodziną z Meksyku do USA z powodu suszy w jej kraju. Zmarli musieli odnaleźć ich nowe miejsce zamieszkania, aby wziąć udział w święcie duchów. Granica między nimi była jednak, według mnie, czasem zbyt cienka, światy się ze sobą mieszały, a przez to trochę się gubiłem. Zupełnie nie rozumiem natomiast postaci księcia zimy (?). Nie wiem po co została wprowadzona do spektaklu i co takiego wartościowego wniosła.
Innym negatywnym aspektem przedstawienia, tym razem mało ważnym, ale jednak, było ograniczenie wiekowe. Z tego co się nie mylę, wstęp był dla dzieci od 7 roku życia. To chyba jakiś żart. Wątpię, aby takie dzieci cokolwiek wyniosły ze sobą wychodząc z teatru. Nie wspomnę już o krótkich dialogach po angielsku, których takie dzieci nie mogą zrozumieć.
Oczywiście przedstawienie nie było aż tak złe. :) Warto było go obejrzeć choćby ze względu na grę aktorską, która była na naprawdę wysokim poziomie. Oprawa muzyczna także była niczego sobie.
Myślę sobie, że mogliśmy wybrać się na inny spektakl do tego teatru. Jednak nie żałuję tej godziny poświęconej "Pocztówce z Meksyku". Na pewno jestem o wiele bardziej zadowolony z tego dnia, niż z naszego drugiego wyjazdu do Teatru Śląskiego.
Wyjeżdżając do teatru Ateneum całkiem inaczej wyobrażałam sobie spektakl. Nigdy nie byłam na tego typu przedstawieniu i raczej nie wybiorę się drugi raz. Początek spektaklu nie był zły, nawet mnie trochę zaciekawił, pomimo tego, że przedstawienie było przeznaczone dla dzieci. Najciekawsze w tym wszystkim było to, że na scenie nie grały tylko lalki trzymane przez aktorów, ale i oni sami. Bardzo mnie to zainteresowało, jednak wraz z kolejnymi minutami miałam wrażenie, że aktorzy w niektórych momentach zapominają, że mają w rękach lalkę i że jest ona tam zupełnie niepotrzebnie. To zdecydowanie zepsuło efekt końcowy. Tym którzy nie byli jeszcze w Teatrze Lalki i Aktora Ateneum polecam obejrzenie jakiegoś spektaklu, ponieważ jest to coś nietypowego. Mimo tego, że nie spodobało mi się przedstawienie, jestem zadowolona z tego wyjazdu.
Opinia innych uczestników wycieczki, którzy określają wyjazd w większości negatywnie zainspirowała mnie do napisania tego komentarza. Ciężko mi powiedzieć, jak naprawdę to oceniam, jednak dużym zawodem były same lalki, które według mnie, wcale nie dodawały żadnej magii przedstawieniu. Jednakże aktorzy spisali się perfekcyjnie i grali wspaniale, co jest wielkim plusem. Sam spektakl był nawet fajny, ale okropnie dziecinny i żałuję trochę, że nie zobaczyłam czegoś dla młodzieży. Myślę, że ten wyjazd nie był taki, jak go sobie wyobrażałam, ale na pewno bardziej podobał mi się od poprzedniego.
Z niecierpliwością czekałam na wyjazd 11 grudnia do teatru, może dlatego że nigdy wcześniej nie byłam na przedstawieniu lalkowym. Gdy wysiedliśmy z autobusu i weszliśmy do foyer poczułam się jak w przedszkolu, kolorowe ściany a na nich plakaty. Pomieszczenie w niczym nie przypominało teatru. Kiedy usiedliśmy już na swoich miejscach i zaczęło się przedstawienie zrozumiałam, że jest ono skierowane do nieco młodszej widowni. Lalki, które grały w przedstawieniu nie podobały mi się, ponieważ wszystkie miały bardzo podobny wyraz twarzy. Sądziłam, że wyjazd uznam za udany, ale niestety. Być może kiedyś wybiorę się jeszcze na przedstawienie do tego teatru, ale z pewnością na nieco lepsze przedstawienie, którego sens będę potrafiła zrozumieć.
11 grudnia odwiedziliśmy Śląski Teatr Lalki i Aktora Ateneum w Katowicach. Obejrzeliśmy spektakl dla dzieci pt.„ Pocztówka z Meksyku ”. Na scenie występowali aktorzy i lalki. Myślałam że będzie fajnie, ponieważ była to moja pierwsza wizyta w takiego rodzaju teatrze.
Niestety się pomyliłam spektakl był nudny. Gra aktorska nie była aż taka zła, tylko nie rozumiem do czego służyły te lalki, skoro aktorzy i tak rozmawiali między sobą. Czasami wydawało się jakby zapomnieli o lalkach. Pomysł na scenariusz był dziwny, ponieważ nie rozumiem, dlaczego małe dziecko miało by się wybrać do teatru, aby zobaczyć przedstawienie o duchach i ucieczkach.
Gdy pokazali scenę z Halloween myślałam że spadnę z krzesła, ponieważ w przedstawieniu dla dzieci nie próbowała bym ich straszyć, tylko kształcić. Sama inscenizacja nie zrobiła na mnie większego wrażenia.
Najśmieszniejsze było gdy po 4 podniesieniu kurtyny, jakiś chłopak zaczął krzyczeć „NIE…”. To była jedyna rzecz która mi się spodobała. Chociaż te wszystkie zadowolone miny, gdy spektakl się skończył też wywołały uśmiech na mojej twarzy.
Z chęcią wybrała bym się jeszcze raz do tego teatru, ale na inne przedstawienie. Nikomu nie polecam wyjazdu na ten spektakl.
Od dawna chciałam jechać na spektakl lalkowy, dlatego ucieszyłam się na wyjazd do Śląskiego Teatru Lalki i Aktora Ateneum w Katowicach. Niestety, moja radość mnie opuściła tak szybko jak i przyszła. Spektakl był niezrozumiały, a mało tego, był przeznaczony dla dzieci, które kompletnie nic z tego nie wyniosły.
Kurtyna odsłoniła się. Grupka aktorów na scenie. Ciekawa muzyka. Zapowiada się na dobry spektakl. Aż tu nagle.. pojawiły się lalki, które kompletnie mnie zaskoczyły. Nie dodawały one żadnej magii przedstawieniu, a mało tego, wyglądały jak kartony stawiane w kinach. Spodziewałam się czegoś innego. Nie było to pozytywne zaskoczenie.
Fabuła.. na pewno mogę powiedzieć - reszta się ze mną zgodzi - że była troszeczkę niezrozumiała. Pojawiająca się postać księcia zimy (?) została przeze mnie kompletnie niezrozumiana. Nie jestem w stanie pojąć, do czego ona tam była.
Wymieniając same negatywne aspekty, mogę dojść do tego pozytywnego. A więc, gra aktorów była naprawdę dobra. Myślę, że bez lalek mogło to wyjść ciekawiej. Nie wiem, czy było to zmierzone, ale momentami miało się wrażenie (przynajmniej ja), że aktorzy zapominają o trzymanych przez siebie lalkach.
Ostatnimi czasy pojechaliśmy do teatru lalki i aktora Ateneum. Byliśmy tam przy okazji projektu pod nazwą: „ Zaglądamy pod maskę Melpomeny”. Na początku rozebraliśmy kurtki i chwilę czekaliśmy zanim weszliśmy do Sali tetralnej. Znowu zaczęło się czekanie na spektakl. Gdy zadzwonił już trzeci dzwonek temperatura w tej Sali podgrzała się znacząco i wtedy … rozpoczął się spektakl. Na początku ujrzeliśmy kąpających się meksykanów którym było tak gorący że nawet rzeka przepływająca obok nie dawała im upragnionego chłodu. Po czym prawie cała rodzina rozeszła się do domu. Została jedynie ich młodsza córka. Gdy już przyszła do domu wszyscy byli poważni. Oznajmili jej że muszą wyjeżdżać do USA za pieniędzmi. Gdy już przyjechali do Usa przyjechały za nimi uwaga… duchy ich bliskich. W drugim dniu po przyjeździe do Chicago nasza bohaterka poszła do pracy w sklepie z kostiumami na halloween. Po czym pojawili się dreso blokerzy którzy słuchają metalu. I zniszczyli cały sklep dlaczego go nie splądrowali to do dzisiaj nie wiem. Później musieliśmy iść do miejsca gdzie standardowo przyjeżdża po nas autobus. P.S Ratujmy internet
11 grudnia byliśmy w Śląskim Teatrze Lalki i Aktora Ateneum w Katowicach na spektaklu "Pocztówka z Meksyku", mimo tego że to przedstawienie było dla dzieci bardzo mi się to podobało. Treść tej sztuki była ciekawa i interesująca. Pierwszy raz była na przedstawieni lalkowymi pomimo tego, że inaczej sobie to wyobrażałam to mogę wszystkim polecić te przedstawienia. Ogromnym plusem była perfekcyjna gra aktorów, którzy spisali się fantastycznie. Oczywiście wyjazd odbył się w ramach projektu "Zaglądamy pod maskę Melpomeny".
11 grudnia pojechaliśmy do Śląskiego Teatru Lalki i aktora Ateneum w Katowicach na spektakl pt.Pocztówka z Meksyku. Zbiórka była o 8:15 z pod szkoły. Gdy dotarliśmy do Teatru weszliśmy do środka i w tedy zobaczyłem jedną małą salę do której po chwili czekania weszliśmy.W sali czekaliśmy jeszcze chwilę,potem zaczęło się przedstawienie,które w ogóle mnie nie zaciekawiło.Opowiadało o biednej meksykańskiej rodzinie,która z wioski w meksyku przenosi się do Chicago w poszukiwaniu chleba.Główną bohaterką jest mała dziewczynka o imieniu Tina,która póżniej w Chicago pracuje w małym sklepie z ubraniami.Rodzina ta podczas swojej wędrówki do Chicago spotyka swoich nieżyjących przodków.Cała ta historia nie podobała mi się, ponieważ moim zdaniem była przeznaczona dla młodszych dzieci.
OdpowiedzUsuńTen komentarz został usunięty przez autora.
OdpowiedzUsuńTen komentarz został usunięty przez autora.
OdpowiedzUsuń11 grudnia bieżącego roku, braliśmy udział w trzecim wyjeździe organizowanym w ramach projektu „Rozwój dialogu poprzez sztukę: zaglądamy pod maskę Melpomeny”. Miejscem, do którego pojechaliśmy był Teatr Lalki i Aktora Ateneum w Katowicach.
OdpowiedzUsuńWszyscy z niecierpliwością czekali na przedstawienie, gdyż byli bardzo ciekawi, co tym razem zobaczą. Spektakl pt. „Pocztówka z Meksyku” bardzo mnie zaciekawił. Bohaterami widowiska byli zarówno ludzie, jak i lalki. Opowiadał on o małej dziewczynce – Tinie, która wraz z całą rodziną, zmuszona była do przeniesienia się, z ubogiej meksykańskiej wioski, do Chicago. Bohaterka sztuki, czyli Tina podczas swojej podróży wraz z rodziną odkrywała, poprzez kontakt z bliskimi zmarłymi – swoją tożsamość. Młoda bohaterka w czasie swojej podróży, zmagała się z różnymi spotkanymi przez siebie problemami, jednak mimo wszystko dawała sobie z nimi radę. Widowisko zawierało dużo przesłań dotyczących m.in. tradycji, kultury. Fabuła spektaklu była podzielona na 4 części, tak zwane – światy. Świat żywych w Meksyku, zmarłych, świat żywych w USA oraz świat ciemności. Przedstawienie zamierało zarówno momenty komiczne, jak i wzbudzające lekkie przerażenie u widzów. Przedstawienie było urozmaicone w bogate elementy dekoracyjne. Warto również wspomnieć o oprawie muzycznej, która w mojej opinii nie budziła najmniejszych zastrzeżeń. „Pocztówka z Meksyku” w pełni oddawała klimat prawdziwej meksykańskiej wioski. Jeśli chodzi o puentę spektaklu, to ukazywała ona, jak wcześniej wspomniałam poczucie jedności oraz tożsamości ze swoim przodkami.
Wyjazd na spektakl, który w moim przekonaniu był skierowany do młodszego grona publiczności – podobał mi się. Z niecierpliwością czekam na następny. :)
Trzeci nasz wyjazd związany z "Melpomeną" odbył się 11 grudnia 2011 roku. Tym razem udaliśmy się do Teatru Lalki i Aktora Ateneum w Katowicach (tak na marginesie-dalej nie wiem, kto to jest aktor ateneum, ale mniejsza z tym :P).
OdpowiedzUsuńJadąc autokarem dowiedziałem się dopiero na jaki spektakl się wybieramy. "Pocztówka z Meksyku", którą oglądaliśmy, wzbudziła we mnie mieszane odczucia. Nie potrafię być obiektywny w ocenie tego spektaklu, ponieważ jestem dużym fanem teatru i cokolwiek jest z nim związane mi się podoba. Jednak odnośnie tego przedstawienia mam pewne zastrzeżenia.
Na początku muszę stwierdzić, że nie do końca zrozumiałem jakie przesłanie niesie za sobą sztuka. No bo fabuła - ok. Były dwie warstwy, zjaw, czyli ludzi umarłych i duchów oraz ludzi żyjących na ziemi. Tina-główna bohaterka żyjąca na ziemi zmuszona była do emigracji z rodziną z Meksyku do USA z powodu suszy w jej kraju. Zmarli musieli odnaleźć ich nowe miejsce zamieszkania, aby wziąć udział w święcie duchów. Granica między nimi była jednak, według mnie, czasem zbyt cienka, światy się ze sobą mieszały, a przez to trochę się gubiłem. Zupełnie nie rozumiem natomiast postaci księcia zimy (?). Nie wiem po co została wprowadzona do spektaklu i co takiego wartościowego wniosła.
Innym negatywnym aspektem przedstawienia, tym razem mało ważnym, ale jednak, było ograniczenie wiekowe. Z tego co się nie mylę, wstęp był dla dzieci od 7 roku życia. To chyba jakiś żart. Wątpię, aby takie dzieci cokolwiek wyniosły ze sobą wychodząc z teatru. Nie wspomnę już o krótkich dialogach po angielsku, których takie dzieci nie mogą zrozumieć.
Oczywiście przedstawienie nie było aż tak złe. :) Warto było go obejrzeć choćby ze względu na grę aktorską, która była na naprawdę wysokim poziomie. Oprawa muzyczna także była niczego sobie.
Myślę sobie, że mogliśmy wybrać się na inny spektakl do tego teatru. Jednak nie żałuję tej godziny poświęconej "Pocztówce z Meksyku". Na pewno jestem o wiele bardziej zadowolony z tego dnia, niż z naszego drugiego wyjazdu do Teatru Śląskiego.
Wyjeżdżając do teatru Ateneum całkiem inaczej wyobrażałam sobie spektakl. Nigdy nie byłam na tego typu przedstawieniu i raczej nie wybiorę się drugi raz.
OdpowiedzUsuńPoczątek spektaklu nie był zły, nawet mnie trochę zaciekawił, pomimo tego, że przedstawienie było przeznaczone dla dzieci. Najciekawsze w tym wszystkim było to, że na scenie nie grały tylko lalki trzymane przez aktorów, ale i oni sami. Bardzo mnie to zainteresowało, jednak wraz z kolejnymi minutami miałam wrażenie, że aktorzy w niektórych momentach zapominają, że mają w rękach lalkę i że jest ona tam zupełnie niepotrzebnie. To zdecydowanie zepsuło efekt końcowy.
Tym którzy nie byli jeszcze w Teatrze Lalki i Aktora Ateneum polecam obejrzenie jakiegoś spektaklu, ponieważ jest to coś nietypowego. Mimo tego, że nie spodobało mi się przedstawienie, jestem zadowolona z tego wyjazdu.
Opinia innych uczestników wycieczki, którzy określają wyjazd w większości negatywnie zainspirowała mnie do napisania tego komentarza. Ciężko mi powiedzieć, jak naprawdę to oceniam, jednak dużym zawodem były same lalki, które według mnie, wcale nie dodawały żadnej magii przedstawieniu. Jednakże aktorzy spisali się perfekcyjnie i grali wspaniale, co jest wielkim plusem. Sam spektakl był nawet fajny, ale okropnie dziecinny i żałuję trochę, że nie zobaczyłam czegoś dla młodzieży. Myślę, że ten wyjazd nie był taki, jak go sobie wyobrażałam, ale na pewno bardziej podobał mi się od poprzedniego.
OdpowiedzUsuńZ niecierpliwością czekałam na wyjazd 11 grudnia do teatru, może dlatego że nigdy wcześniej nie byłam na przedstawieniu lalkowym.
OdpowiedzUsuńGdy wysiedliśmy z autobusu i weszliśmy do foyer poczułam się jak w przedszkolu, kolorowe ściany a na nich plakaty. Pomieszczenie w niczym nie przypominało teatru.
Kiedy usiedliśmy już na swoich miejscach i zaczęło się przedstawienie zrozumiałam, że jest ono skierowane do nieco młodszej widowni.
Lalki, które grały w przedstawieniu nie podobały mi się, ponieważ wszystkie miały bardzo podobny wyraz twarzy.
Sądziłam, że wyjazd uznam za udany, ale niestety. Być może kiedyś wybiorę się jeszcze na przedstawienie do tego teatru, ale z pewnością na nieco lepsze przedstawienie, którego sens będę potrafiła zrozumieć.
Ten komentarz został usunięty przez autora.
OdpowiedzUsuń11 grudnia odwiedziliśmy Śląski Teatr Lalki i Aktora Ateneum w Katowicach. Obejrzeliśmy spektakl dla dzieci pt.„ Pocztówka z Meksyku ”. Na scenie występowali aktorzy i lalki. Myślałam że będzie fajnie, ponieważ była to moja pierwsza wizyta w takiego rodzaju teatrze.
OdpowiedzUsuńNiestety się pomyliłam spektakl był nudny. Gra aktorska nie była aż taka zła, tylko nie rozumiem do czego służyły te lalki, skoro aktorzy i tak rozmawiali między sobą. Czasami wydawało się jakby zapomnieli o lalkach. Pomysł na scenariusz był dziwny, ponieważ nie rozumiem, dlaczego małe dziecko miało by się wybrać do teatru, aby zobaczyć przedstawienie o duchach i ucieczkach.
Gdy pokazali scenę z Halloween myślałam że spadnę z krzesła, ponieważ w przedstawieniu dla dzieci nie próbowała bym ich straszyć, tylko kształcić. Sama inscenizacja nie zrobiła na mnie większego wrażenia.
Najśmieszniejsze było gdy po 4 podniesieniu kurtyny, jakiś chłopak zaczął krzyczeć „NIE…”. To była jedyna rzecz która mi się spodobała. Chociaż te wszystkie zadowolone miny, gdy spektakl się skończył też wywołały uśmiech na mojej twarzy.
Z chęcią wybrała bym się jeszcze raz do tego teatru, ale na inne przedstawienie. Nikomu nie polecam wyjazdu na ten spektakl.
Od dawna chciałam jechać na spektakl lalkowy, dlatego ucieszyłam się na wyjazd do Śląskiego Teatru Lalki i Aktora Ateneum w Katowicach. Niestety, moja radość mnie opuściła tak szybko jak i przyszła. Spektakl był niezrozumiały, a mało tego, był przeznaczony dla dzieci, które kompletnie nic z tego nie wyniosły.
OdpowiedzUsuńKurtyna odsłoniła się. Grupka aktorów na scenie.
Ciekawa muzyka. Zapowiada się na dobry spektakl. Aż tu nagle.. pojawiły się lalki, które kompletnie mnie zaskoczyły. Nie dodawały one żadnej magii przedstawieniu, a mało tego, wyglądały jak kartony stawiane w kinach. Spodziewałam się czegoś innego. Nie było to pozytywne zaskoczenie.
Fabuła.. na pewno mogę powiedzieć - reszta się ze mną zgodzi - że była troszeczkę niezrozumiała. Pojawiająca się postać księcia zimy (?) została przeze mnie kompletnie niezrozumiana. Nie jestem w stanie pojąć, do czego ona tam była.
Wymieniając same negatywne aspekty, mogę dojść do tego pozytywnego. A więc, gra aktorów była naprawdę dobra. Myślę, że bez lalek mogło to wyjść ciekawiej. Nie wiem, czy było to zmierzone, ale momentami miało się wrażenie (przynajmniej ja), że aktorzy zapominają o trzymanych przez siebie lalkach.
Ostatnimi czasy pojechaliśmy do teatru lalki i aktora Ateneum. Byliśmy tam przy okazji projektu pod nazwą: „ Zaglądamy pod maskę Melpomeny”. Na początku rozebraliśmy kurtki i chwilę czekaliśmy zanim weszliśmy do Sali tetralnej. Znowu zaczęło się czekanie na spektakl. Gdy zadzwonił już trzeci dzwonek temperatura w tej Sali podgrzała się znacząco i wtedy … rozpoczął się spektakl. Na początku ujrzeliśmy kąpających się meksykanów którym było tak gorący że nawet rzeka przepływająca obok nie dawała im upragnionego chłodu. Po czym prawie cała rodzina rozeszła się do domu. Została jedynie ich młodsza córka. Gdy już przyszła do domu wszyscy byli poważni. Oznajmili jej że muszą wyjeżdżać do USA za pieniędzmi. Gdy już przyjechali do Usa przyjechały za nimi uwaga… duchy ich bliskich. W drugim dniu po przyjeździe do Chicago nasza bohaterka poszła do pracy w sklepie z kostiumami na halloween. Po czym pojawili się dreso blokerzy którzy słuchają metalu. I zniszczyli cały sklep dlaczego go nie splądrowali to do dzisiaj nie wiem. Później musieliśmy iść do miejsca gdzie standardowo przyjeżdża po nas autobus.
OdpowiedzUsuńP.S Ratujmy internet
Ten komentarz został usunięty przez autora.
OdpowiedzUsuń11 grudnia byliśmy w Śląskim Teatrze Lalki i Aktora Ateneum w Katowicach na spektaklu "Pocztówka z Meksyku", mimo tego że to przedstawienie było dla dzieci bardzo mi się to podobało. Treść tej sztuki była ciekawa i interesująca. Pierwszy raz była na przedstawieni lalkowymi pomimo tego, że inaczej sobie to wyobrażałam to mogę wszystkim polecić te przedstawienia. Ogromnym plusem była perfekcyjna gra aktorów, którzy spisali się fantastycznie. Oczywiście wyjazd odbył się w ramach projektu "Zaglądamy pod maskę Melpomeny".
OdpowiedzUsuń